Bóg przychodzi jak chce, kiedy chce i do kogo chce

przez | 25 maja, 2021

Na piątkowe spotkanie modlitewne przyszłam po 12 godzinach ciężkiej pracy. Z trudem wykrzesałam odrobinę uśmiechu na „Dzień dobry, a właściwie: dobry wieczór, Jezu”. W znoju i poczuciu ogromnego utrudzenia usiadłam w kącie kaplicy. Nie miałam siły na nic, myśli uciekały do mozołu codziennego dnia, nie mogłam się modlić. Bagaż trudnych doświadczeń odrywał mnie od uwielbienia. Przez moment zastanawiałam się, co tutaj robię i co dobrego Jezus ma z takiej marności jak ja. Przymknęłam oczy i w duchu zapragnęłam przytulenia Ojca. Mówiło tylko moje serce, żebrzące o łaskę spotkania. W takim trwaniu poczułam delikatne dotknięcie Taty. Przyszedł w delikatnym powiewie wiatru, przytulił mnie kojąco i zostawił prezent. Otrzymałam dar modlitwy w językach, bym modlitwą aniołów mogła uwielbiać go w swoim codziennym trudzie, kiedy brak mi sił . Wtedy w całym tym utrudzeniu czuję jego czułość i obecność .

Ela

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.