„Szukajcie wpierw Królestwa Bożego…”

przez | 25 maja, 2021

[…] Ty, o Panie, dzieł naszych nie potrzebujesz, Ty żądasz miłości” (Dz., 989)

[…] „Jak boleśnie rani mnie niedowierzanie mojej dobroci.
Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności” (
Dz., 1076)

W odpowiedzi na otrzymany ogrom łask Bożych i duże znaczenie wspólnoty Nowe Jeruzalem w moim wzrastaniu w wierze i przemianie życia, chciałabym złożyć świadectwo interwencji i mocy Boga w moim życiu. Działanie Boże było tak intensywne, w tak wielu obszarach życia i jego różnorodnych przejawach, że opisanie tylko krótkiej drogi doświadczeń od 2010 r. (czuwanie przed świętem zesłania Ducha Świętego) wymagałoby napisania odrębnej książki. W tym miejscu zatem w skrótowej formie nakreślę tylko kilka najważniejszych wydarzeń, nie skupiając się na mojej przeszłości i sytuacji, które doprowadziły mnie do poznania Boga Żywego. Zdaję sobie sprawę, że znajdując swoje „odbicie” w wielu postaciach czy sytuacjach z Pisma Świętego, moje zmiany życiowe mogą służyć szukającym Boga w ich wzrastaniu w wierze oraz przemianie serc i umysłów.

Wysoka poprzeczka

Mam 40 lat i za sobą wiele doświadczeń. Dane mi było dużo podróżować, wchodzić w liczne relacje i wiele osiągnąć zawodowo. Pochodzę z rodziny katolickiej, ale niestety nie doświadczyłam w niej żywej wiary. Przez wiele lat nauka i praca były moim priorytetami i poświęcenie im przyniosło wiele dobrych owoców – niestety także negatywne konsekwencje w wyniku zaniedbania innych obszarów życia. Wszystko w życiu starałam się robić jak najlepiej, by jak sądzę, podświadomie zasłużyć na akceptację i miłość, co było dla mnie ogromnym obciążeniem zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Jednocześnie krytycyzm względem siebie i innych odbierał radość życia, bo sprostanie stawianej poprzeczce we wszystkich sferach życia było niemożliwe. Moje pragnienie miłości i założenia rodziny nie znajdowało wypełnienia, a samotność i niepewność przyszłości była powodem ogromnych cierpień, zwłaszcza, że zdawałam sobie sprawę z upływającego czasu
i oddalającej się możliwości posiadania potomstwa. Ogromne zmagania wewnętrzne i niewysłowiony ból powodowały też liczne, ciężkie i trudne do zdiagnozowania choroby w rodzinie, które towarzyszyły mi od dziecka, a bez silnej wiary stawały się nie do zniesienia i wytłumaczenia. Ciągłe pobyty kogoś z bliskich w szpitalach i mój lęk o ich życie, bezsilność wobec tego cierpienia rodziły bunt i depresje i raz po raz intensywniejsze wołanie o Bożą interwencję. Doznawałam umocnienia czytając Dzienniczek św. Faustyny, modląc się koronką do Bożego miłosierdzia i tzw. telegramem do św. Józefa. Odbywało się to zwykle w wielkiej rozpaczy i bez większego zrozumienia, ale w zaufaniu, że jeśli to prawda, to Jezus musi nam jakoś pomóc i pomagał. Nie była to jednak świadoma droga z Jezusem, a wołanie w ogromnym uciemiężeniu. Niewłaściwe szukanie ukojenia i zabicia bólu wewnętrznego potęgowało tylko problemy, zniewolenia i cierpienie. Dopiero zupełnie zawierzając Bogu, kolejny raz w sytuacji kryzysowej i narastającego rozważania dalszej drogi osobistej i zawodowej, doznałam Bożej interwencji, totalnej przemiany i wyprowadzenia z niewoli, jaką odczuwałam.

Przełom

Przełomowym w moim życiu był 2009 r., kiedy po bardzo ciężkiej ponad 20-letniej chorobie zmarła moja babcia, a niespełna 5 miesięcy później na raka mój tata, a mama, będąc w stanie ciężkim w szpitalu, niepokojąc się o pogarszający stan zdrowia taty, mimo swojej choroby, na własne życzenie wyszła za szpitala dzień przed jego śmiercią. Gdyby nie łaska umocnienia wiary, jaką otrzymałam dzięki nabożeństwom o uzdrowienie prowadzonym przez o. J. Witko w sanktuarium św. Kazimierza Królewicza w Krakowie, w których uczestniczyłam, prosząc w ówczesnym czasie o zdrowie dla bliskich, nie byłabym w stanie znieść tych doświadczeń, zwłaszcza, że zbiegły się dodatkowo z kryzysem w moich relacjach osobistych i w sprawach zawodowych. Ratunkiem dla mnie okazały się rekolekcje ewangelizacyjne Odnowy w Duchu Świętym organizowane w Jarosławiu, na które wybrałam się w 2010 r. Pojechałam na nie po doświadczeniu wylania Ducha Świętego podczas czuwania w kościele Dominikanów w Krakowie, na które to czuwanie poszłam tylko z ciekawości, nie mając pojęcia o Odnowie i przebiegu takiego spotkania. Doświadczyłam wtedy niesamowitego pociągnięcia ku Bogu i rozmiłowania w Piśmie Świętym. Wypełniły się w ten sposób słowa, jakie powiedział prowadzący czuwanie, o. A. Szustak, że uczestnicy będą czytać codziennie Pismo Święte i tak też się stało w moim przypadku. Nigdy wcześniej nie czytałam ani nie posiadałam własnej Biblii, a tym bardziej nie odczuwałam, że jest to żywe Słowo – Głos Boga. Podczas wspomnianych rekolekcji przeżyłam ogromne oczyszczenie, dar łez, uzdrowienie psychiczne i duchowe, z wielką powagą i determinacją przyjęłam uroczyście 16.07. Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela i jest to dla mnie wciąż najważniejsza data napawająca ogromnym szczęściem.

Zakochana w Jezusie

Od wspomnianych rekolekcji byłam zakochana w Jezusie, doświadczałam Jego bliskości i mocy. Przez kilka lat codziennie uczestniczyłam we mszy świętej, którą umiłowałam ponad wszystko i wciąż pozostaję w zachwycie, jak wielka to łaska oraz, że mimo licznych obowiązków, wyjazdów zawodowych i sytuacji życiowych zawsze mogłam w pełni w niej uczestniczyć. Uwierzyłam miłości Boga, chciałam ją odwzajemnić, byłam pełna radości, wdzięczności, uwielbienia, modliłam się za siebie i wielu innych, którzy potrzebowali pomocy lub nawrócenia. Odczuwałam potrzebę ciągłego umocnienia na drodze, na jaką wkroczyłam, tym bardziej, że rodzina i znajomi nie rozumieli mojej przemiany i zachowania. To niezrozumienie, zwłaszcza przez najbliższych, niosło bardzo dużo cierpienia wewnętrznego. Stałam się całkiem odmieniona, a pozostawałam w tych samych niezmienionych warunkach i nie wiadomo było, jak żyć w tym świecie, kiedy żyłam w „całkiem innym”. W tym czasie byłam tak zafascynowana Jezusem, że miałam wrażenie, że zrobiłabym bez wahania wszystko, czego by tylko zapragnął. Ten okres był czasem zgłębiania Pisma Świętego, lektury ponad 30 książek religijnych, poznawania nieznanych mi modlitw, nabożeństw, portali religijnych, muzyki chrześcijańskiej, wspólnot itd. Chciałam nadrobić wszystko, o czym przez tyle lat życia nie wiedziałam i znaleźć odpowiedzi na liczne nurtujące pytania i zarazem wyjaśnienie, co się ze mną działo. Teraz już wiem, że takie „szaleństwo Boże” jest owocem działania Ducha Świętego i świadomość, że nie jestem jedyna w takich doznaniach przyniosło uspokojenie, a z czasem wyciszenie emocji.

Wspólnota

Zaraz po rekolekcjach szukałam odpowiedniej wspólnoty w Krakowie. Niestety nie znałam nikogo w swoim bardzo szerokim kręgu znajomych, kto znałby Odnowę w Duchu Św. i był członkiem jakiejkolwiek wspólnoty katolickiej. Pan Jezus poprowadził mnie nieprzypadkowo do Nowego Jeruzalem, gdzie spotkałam się z bardzo dużą życzliwością Krysi Sobczyk, którą też obdarzyłam pełnym zaufaniem i wielką sympatią. Chciałam jak najszybciej wstąpić do wspólnoty, ale jak się okazało musiałam na to czekać 1,5 roku, by spełnić warunek uczestniczenia w organizowanym seminarium w 2012 r. Przez cały ten czas gorliwość moja nie słabła, uczestniczyłam we wszystkich w piątkowych uwielbieniach
i różnych innych spotkaniach organizowanych w ramach wspólnoty. W tym miejscu chciałabym złożyć wielkie podziękowanie wstawiennikom, którzy modlą się w intencjach pozostawianych na karteczkach po piątkowych uwielbieniach, z których modlitewnego wsparcia korzystałam w licznych sprawach własnych i bardzo wielu ludzi, których Bóg kładł na moim sercu.

Powołanie

Coraz intensywniej rozważałam swoje powołanie, bo choć przez wiele lat prosiłam
o miłość i męża, to w takim stanie ducha, w jakim ówcześnie byłam, nie widziałam możliwości, by pokochać kogoś poza Jezusem i wątpiłam, by ktokolwiek mógł zaakceptować moje zaangażowanie w Boże sprawy. Poszukiwałam woli Bożej względem mojego powołania. Pomogły w tym nabożeństwa uzdrowienia, modlitwa wstawiennicza, Pismo Święte. Podczas wylania Ducha Świętego podczas seminarium organizowanym przez Nowe Jeruzalem padły do mnie słowa z Pisma Świętego wprost mówiące o małżeństwie (Iz 62, 3-5), ale zdając sobie sprawę z ich głębszego znaczenia, wciąż szukałam dodatkowych potwierdzeń i znaków od Boga, które otrzymywałam ku utwierdzeniu we wskazanej dla mnie drodze. W tym wszystkim podstawą było bezgraniczne zaufanie Jezusowi – On wie lepiej, chce mojego szczęścia i decyzje podejmowane jakby wbrew sobie samej i widzialnej rzeczywistości. W tym czasie, mimo wspomnianych oporów przed spotkaniami z mężczyznami, za namową bliskich i po modlitwie wstawienniczej, zapoznałam się z Pawłem. Początkowo wydawał mi się być on człowiekiem, który zupełnie nie zrozumie i nie zaakceptuje mojego wspólnotowego zaangażowania i „myślenia nie z tego świata”. Jednak Bóg lepiej przenika serce człowieka, prowadzi i leczy niż nasze wyobrażenia, wiedział jak dobre jest serce Pawła. Po około półtora roku znajomości, w Wigilię Bożego Narodzenia w 2013 r. przyjęłam oświadczyny Pawła i już w 2014 r. zostaliśmy małżeństwem. Nasze narzeczeństwo, ślub, małżeństwo zawierzyliśmy Matce Bożej i z tego też powodu wybraliśmy Jej święto na datę naszego ślubu (15.08.) i Jej sanktuarium na jego miejsce, a na podróż poślubną pielgrzymkę do Medjugorie. Nie sposób opisać błogosławieństwa w sprawach organizacyjnych ślubu i przyjęcia weselnego, jak również pielgrzymkowej podróży poślubnej.

Wsparcia Matki Bożej doznałam również w znalezieniu stałego spowiednika, które nastąpiło w dniu 16.07. – w święto Matki Bożej Szkaplerznej, która to data, jak wspominałam już wtedy była dla mnie ważna, bo była dniem przyjęcia przeze mnie Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Dzięki Ojcu Spowiednikowi nie tylko doznaję miłosierdzia Bożego w sakramencie pojednania, ale w sposób bardziej ukierunkowany staram się pracować nad swoimi wadami, a Jego wskazówki i wsparcie są mi pomocne w codziennym życiu. Chciałabym podkreślić, że wybierając Jezusa jako swojego Pana, z pełnym przekonaniem pragnęłam odwrócić się od wszelkiego grzechu i odrzucać wszystko, co mogłoby do niego prowadzić. Chociaż wydawało mi się to prawie niemożliwym, by w moim wieku, po trudnych doświadczeniach spotkać mężczyznę, który uszanuje moje pragnienie
i decyzję o czystości przedmałżeńskiej, to uznałam to bezwzględnym warunkiem budowania relacji. Z pomocą św. Józefa stało się możliwym do wypełnienia, a Paweł okazał się wspaniałym, szlachetnym mężczyzną, który uszanował to postanowienie. Poza tym wszystkie nasze spotkania były dopasowywane tak, abym mogła sama lub czasami wspólnie uczestniczyć we Mszy Świętej, za co jestem mu bardzo wdzięczna.

Dla Boga nie ma nic niemożliwego!

Zawierzenie mocy Boga wypełniło się również w błogosławieństwie posiadania potomstwa, o które prosiłam, by było jak najszybciej. Po nowennie do św. Józefa i modlitwie w Sanktuarium Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa w Krakowie, już po miesiącu małżeństwa zaszłam w ciążę, a potwierdzenie tego faktu dodatkowo stało się prezentem urodzinowym dla Męża. Zaznaczę tylko telegraficznie, że nie obce mi były we wcześniejszych latach problemy hormonalne, więc pewne obawy o możliwość posiadania potomstwa zawsze towarzyszyły. Dodatkowo trzy miesiące przed ślubem musieliśmy zmierzyć się z trudnym doświadczeniem podejrzenia u mnie nowotworu jajnika i ustalonym już terminem operacji. Oczywiście zawierzyłam to Bogu i oddawałam w modlitwie. Badanie dzień przez operacją wykluczyło guza i nie było żadnej potrzeby leczenia. Również moje obawy o szczęśliwe rozwiązanie, potęgowane problemami tego typu w rodzinie, Bóg rozwiewał słowami Pisma Świętego (Iz 66,9). Dziś cieszę się 5-miesięcznym, zdrowym synkiem. Ogrom Bożego błogosławieństwa, wysłuchanych różnych modlitw, tempo przemian w moim życiu trudno opisać. Dla Boga i miłości nie ma nic niemożliwego.

Rzuć się w ramiona Ojca!

Obecnie pozostaje we mnie tęsknota za dawnymi silnymi przeżyciami duchowymi, za codzienną Mszą Świętą i uczestnictwem w spotkaniach wspólnotowych, które są niemożliwe ze względu na rytm karmienia synka i opiekę nad nim, ale mam pewność, że taka trudna, zwykła, codzienna droga to teraz moje powołanie i w tej cichości domu dzieją się wielkie Boże sprawy. Obok tych wszystkich pięknych doświadczeń przechodziłam też silną walkę duchową, okresy pustyni duchowej i prób zaufania słowom Boga. lecz mimo różnych poważnych problemów i cierpień (m.in. kilkumiesięczne zerwanie znajomości z Pawłem, kolejny pobyt mojej mamy w szpitalu w stanie zagrożenia życia w święta Bożego Narodzenia, trudne sytuacje zawodowe) zawsze czułam, że Jezus jest ze mną i nad tym panuje. W tym świadectwie nie byłam w stanie oddać wszystkiego, co Bóg dla mnie widzialnie uczynił ale ufam, że wystarczy to, aby umocnić wiarę poszukujących i dodać odwagi w rzuceniu się w ramiona Ojca w zaufaniu, że jest wszechmogący, miłosierny, może całkowicie odmienić życie, ma plany pełne pokoju i obfitości, jest wierny, troszczy się o wszystko, jest Panem czasu, prowadzi do naszego uświęcenia, nagradza ufność w Nim pokładaną i chce, by najpierw szukać Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie nam dodane.

Monika

(Grupa św. Pawła)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.