Dostałyśmy z Ewusią nowe życie

przez | 26 maja, 2021

W ostatnim dniu naszych wspólnotowych rekolekcji na Górze św. Anny, w sierpniu 2015 roku, w czasie modlitwy po przyjęciu Komunii Świętej, zobaczyłam obraz swojego serca w półcieniu, które było jak sarkofag, opleciony łańcuchem. Nagle łańcuch rozerwał się, otwarły się dwuskrzydłowe drzwi, z wnętrza biła jasność, z której wyszedł zmartwychwstały Pan Jezus. Patrzył prosto w moje oczy, z Miłością, która zalewała moje serce. Zaczęłam płakać ze szczęścia…

Uwolniona od ciężarów

Za chwilę Mateusz wszedł na ambonkę i opisał obraz dany dla Wspólnoty: serce zaklejone plastrami i zabandażowane tak mocno, że z trudem się porusza, ledwo bije. A Pan zrywa te opatrunki, uzdrawia rany swoją miłością i mówi, że wszystko z przeszłości już można zostawić i żyć od teraz nowym życiem, z Nim, bo On zawsze był i będzie przy nas.

Odebrałam to jako potwierdzenie mojego doświadczenia– byłam przekonana, że Pan Jezus mówił wprost do mnie. W jednym momencie przebiegło mi przez myśl wiele spraw z mojego życia, które wciąż ciążyły mi gdzieś w środku, nie pozwalając na pełny, swobodny oddech. I nagle to wszystko wręcz fizycznie ze mnie spadło, poczułam się uwolniona od ciężarów. Swoboda oddechu i radość tej chwili są dla mnie bardzo cenne, wracam do tego doświadczenia, aby nabierać wiatru Miłości w żagle życia. Wiem, że prawdziwa Miłość przychodzi od Pana.

Czułam się mamą Ewy

Jestem wdową od 16 lutego 2013 roku. Janek, mój mąż, zmarł na skutek powikłań po dokonanym rok wcześniej przeszczepie nerki i trzustki. Byliśmy rodziną zastępczą (specjalistyczną) dla Ewy, dziewczynki z zespołem Downa. Po śmierci męża opiekowałyśmy się nią już same – ja, nasze córki Joasia i Ania. Ewusia trafiła do nas z porodówki w 19-tym dniu życia, 29 grudnia 2009 roku. Była z nami przez 5 lat w najważniejszych w tym czasie momentach dla naszej rodziny: kiedy Janek przez rok przechodził w domu dializę, kiedy pojechał na przeszczep do Warszawy, kiedy zmarł, kiedy Joasia wychodziła za mąż, gdy organizowałyśmy wesele.

W lutym 2015 roku lekarz poinformował mnie, że w moim ciele powstał guzek nowotworowy i jego komórki są złośliwe. Ta sytuacja zmusiła mnie do podjęcia decyzji o przekazaniu Ewusi na czas operacji, a potem leczenia pewnej rodzinie. Łaską Bożą trafiła do wspaniałych ludzi, fachowców, psychologów-nauczycieli, gdzie miała rodzeństwo w podobnym wieku, Łucję i Oskara, oraz starszego brata Mikołaja. I mogłam przyjeżdżać do niej bez żadnych ograniczeń.

To był trudny czas dla mnie, Ewci i jej nowej rodziny. Moja choroba i leczenie spowodowały, że utraciłam dawne siły. Dochodziła do mnie świadomość, że sama już sobie nie poradzę z wychowaniem Ewusi, że ona potrzebuje takiej rodziny, w jakiej jest teraz. Całym sercem czułam się mamą Ewy i nie mogłam sobie poradzić z uczuciami, które mną miotały. Czułam się tak, jakbym kolejny raz traciła część swojego życia, tak jak się to stało po śmierci męża.

Idąc za Słowem  

Czwartek 3 września 2015 roku całe popołudnie spędziłam z Ewunią. Od rana myślałam o tym, że muszę się zdecydować, czy Ewa wraca do mnie po moim półrocznym zwolnieniu lekarskim i wszystko będzie tak jak przed operacją, czy zostanę mamą dojeżdżającą do dziecka, tak jak to trwało od 6 miesięcy. Na decyzję miałam tydzień, musiałam ją zgłosić do MOPS (kończył się mój zaległy urlop, który wykorzystywałam po zwolnieniu). Pytałam więc Pana, jaka jest Jego wola, co On o tym myśli, prosiłam o pomoc w podjęciu decyzji.

Następnego dnia na porannej Eucharystii usłyszałam fragment z Ewangelii, w którym Pan Jezus mówi w przypowieści: nie odrywa się łaty z nowego ubrania i nie przyszywa do starego, a młodego wina nie wlewa do starych bukłaków (por. Łk 5, 33-39). Była to dla mnie najkonkretniejsza odpowiedź, nic dodać, nic ująć – nie wracać do starego porządku spraw, zostawić Ewusię u państwa Jankiewiczów, w pełnej rodzinie, do której już się przyzwyczaiła. 

Dziś widzę owoce pójścia za słowem Bożym. Nowi rodzice wykonali ogromną pracę, żeby pomóc Ewie przywyknąć do zmian i nawiązać więź z całą rodziną. I to się powiodło. Ewcia nazywa ich „mama, tata”, ma dobry kontakt z Oskarem, też dzieckiem z zespołem Downa, z Łucją i Mikołajem, który jest dla niej cierpliwy i okazuje troskę.

Tylko mądrość Boża

Przy moim trybie pracy pielęgniarki w jednoosobowej firmie, bez możliwości zastępstwa i kontraktowej dostępności od 8-20-tej było mi naprawdę ciężko samej wychowywać Ewunię i często musiałam angażować moje Córki. Teraz Ewcia ma zapewnioną opiekę, a ja mogę ją w dowolnym czasie odwiedzać. Ma dwoje rodziców co jest ważne zwłaszcza w razie choroby np. przeziębienia, które Ewa źle znosi, jedno może iść do pracy a drugie zostaje w domu z dzieckiem i jest się z kim wymienić na drugi dzień itd.

Pan dał nam obu nowe życie. Ewusi nową rodzinę, z mamą, tatą, siostrą i braćmi. A mnie możliwość bycia nadal jej mamą, ale też swobodniejszego bycia mamą swoich dzieci i babcią wnuczków, Jasia i Krzysia. Pan dał mi też zdrowie – żyję mimo zagrożenia ze strony nowotworu złośliwego. Tylko Mądrość Boża mogła nas wszystkich tak poprowadzić i idealnie zabezpieczyć.

Dziękuję Panu za pokój i miłość, które wlał w moje serce, bym się nimi mogła dzielić z Ewusią, moją rodziną, ludźmi w pracy i wszędzie tam, gdzie mnie posyła. Dziękuję za to, że od czasu śmierci męża wspierał i opiekował się mną Kościół dwie Wspólnoty: Nowe Jeruzalem i Parafii Opatrzności Bożej w Swoszowicach. Niech będzie błogosławiony, uwielbiony i wywyższony na wieki Jezus Chrystus, jedyny mój Pan i Zbawiciel.

Brygida

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.