Drobne gesty

przez | 26 maja, 2021

Gdy Jezus wskrzeszał córkę Jaira, ujął ją za rękę. Bardzo wzrusza mnie ten moment. Pozornie zwyczajny gest, ale bardzo ważny. Może warto częściej wyciągać dłoń do drugiego człowieka podczas powitania, podziękowania, pożegnania. To tak niewiele, ale doświadczyłam, że w pewnych sytuacjach to jest najważniejsze, to jest gest Boga.

Uśmiech, błogosławieństwo, modlitwa

 Trzy lata temu podszedł do mnie nieznany człowiek, przywitał się serdecznie, uścisnął moją dłoń i zapytał: „W czym ci pomóc?”. W tamtym czasie to była dla mnie nadzwyczaj ważna rzecz. Traciłam wiarę w ludzi, byłam bardzo zagubiona, potrzebowałam tego, żeby ktoś w tak prosty sposób okazał mi miłość, żeby przez niego przemówił Bóg. I tak się stało. Zobaczyłam w tym człowieku miłość Boga i zrozumiałam, że brakuje obecności Boga w moim życiu. Ten człowiek, zupełnie nieświadomie, przyprowadził Go do mnie. Usłyszał w sobie: „Podejdź”, i odpowiedział na to. Pozornie mała rzecz, a naprawdę wiele we mnie zmieniła.

Ważny jest też znak pokoju czyniony podczas Eucharystii. Kiedy mówimy: „Pokój z tobą”, przekazujemy pokój tej osobie, i to naprawdę się staje. Tym samym przekazujemy Boże Miłosierdzie. Myślę, że warto przekazywać znak pokoju z większym skupieniem. Możemy też modlić się za drugą osobę i błogosławić ją. W mojej rodzinie był ten zwyczaj. Kiedy jako dziecko wychodziłam do szkoły, babcia robiła mi na czole znak krzyża, błogosławiła mnie. Pamiętam, że miała kiedyś załatwić jakąś ważną sprawę, i poprosiła mnie o to samo. Gdy patrzę z perspektywy lat, widzę, że to miało ogromne znaczenie, że powierzyłam babcię w ręce Boga.

Podobnie jest z modlitwą za innych. Jezus tak robił, modlił się nawet za tych, którzy Go prześladowali: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Warto zastanowić się nad tym, czy modlimy się tylko za bliskich, czy też za ludzi spotykanych gdzieś przypadkowo, na ulicy. Może ktoś wbiegł przed nasz samochód albo otworzył drzwi w tramwaju. Warto się pomodlić: „Panie Jezu, Ty znasz tę osobę. Proszę Cię, prowadź ją i błogosław jej”. W ten sposób też okazujemy Boże Miłosierdzie.

„Zawróć i pomóż”

Czasami aby pomóc drugiemu człowiekowi, wystarczy niewiele. Rok temu wracałam pod wieczór do domu. Było bardzo zimno. Zobaczyłam bezdomnego siedzącego na chodniku. Miał problem z nogą, próbował wstać z pomocą kija. Przeszedł obok niego jakiś mężczyzna, potem ja. Mijając go spojrzałam i powiedziałam w myśli: „Panie Jezu, pomóż mu jakoś”. Przeszłam kawałek i usłyszałam w sercu: „Angelika, co Ty robisz? Zawróć i pomóż mu”. Zaczęłam toczyć walkę z sobą, mówiłam, że tego nie mogę zrobić, nie dam rady, bo się boję. To było związane z moimi doświadczeniami z dzieciństwa, mój tata jest alkoholikiem, przeżyłam wiele przykrych chwil, wiele cierpiałam. W sercu nadal słyszałam ten głos: „Pomóż mu. Tylko tyle”.

Zawróciłam, zaczęłam się modlić: „Panie, wiem, że oczekujesz ode mnie, żebym temu człowiekowi pomogła, lecz sama nie jestem w stanie tego zrobić. Proszę Cię, pomóż mi”. Podeszłam i zapytałam: „Pomóc panu?”. Odpowiedział: „Nie mogę wstać”. I wtedy ja, niska drobna kobieta, i on, masywny mężczyzna zupełnie bezwładny, zaczęliśmy walczyć, aby mógł się podnieść. Po kilku minutach wstał. Jednak nie mógł zrobić ani kroku, a ja nie potrafiłam go tak zostawić. Zapytałam, czy gdzieś go zaprowadzić albo zawieźć. Poprosił, abym go podprowadziła około 200 m. Niby mało, ale zajęło nam to trochę czasu.

Kilka prostych słów

Zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie rozwiązało mu się sznurowadło i zapytał, czy mogę je zawiązać. Oparłam go o ścianę, uklęknęłam i zaczęłam zawiązywać. Wtedy powiedział: „A ja mógłbym cię teraz palnąć w łeb”. Coś we mnie drgnęło, ale spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Mógłby pan, ale wiem, że pan tego nie zrobi”. Uśmiechnął się i poszliśmy dalej. Rozmawialiśmy o życiu i o Bogu. Na koniec powiedział mi kilka prostych słów, które do mnie wracają w trudnych sytuacjach, i pomagają.

Ta sytuacja dotyka istoty Miłosierdzia. Nie potrafiłam mu pomóc. Zrobiłam to ze względu na Chrystusa, bo On tego ode mnie oczekiwał, dlatego wyposażył we wszystko, czego potrzebowałam, zabrał lęk i dał mi siłę. Ale tak naprawdę, poprzez słowa, które ten człowiek na końcu powiedział, więcej otrzymałam od niego niż od on ode mnie. Po powrocie do domu zastanawiałam się, dlaczego nie uciekłam, gdy sytuacja stała się groźna. To była łaska, bo Bóg mnie do niego posłał. Właśnie istotą Miłosierdzia jest to, że kiedy jesteśmy miłosierni, to w tym samym momencie otrzymujemy miłosierdzie. Możemy tego nie zauważyć, ale z czasem Pan Bóg nam to pokaże. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”, i to się  dzieje.

Życzę każdemu, i sobie także, abyśmy przez uśmiech, prosty gest, krótką rozmowę czy drobną pomoc byli codziennie misjonarzami Miłości, tak by powiedzieć: to był dzień Miłosierdzia. Każdego dnia, chociaż czasami będzie to bardzo trudne, ale takie zdarzenia nas wszystkich zbliżają do Boga. Amen.

Angelika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.