Eucharystia – największy Skarb

przez | 26 maja, 2021

We wrześniu 2016 roku uczestniczyłam w rekolekcjach prowadzonych przez o. Antonello Cadeddu. Jedna z konferencji była poświęcona drodze ku świadomemu rozwojowi duchowemu. Ojciec zwrócił uwagę na to, że tak jak każdy człowiek musi się codziennie odżywiać, tak chrześcijanin chcący budować relację z Bogiem i zapewnić sobie życie wieczne, powinien codziennie uczestniczyć w Mszy Świętej, przyjmować Komunię Świętą i regularnie się spowiadać. Te słowa mocno mnie poruszyły.

 Niemożliwe było możliwe

Ja, osoba nawrócona rok wcześniej, zdałam sobie wtedy sprawę, że faktycznie jest to jedyna sensowna droga, jednak dla mnie za trudna… Codzienny udział w Mszy Świętej wydawał mi się nierealny: rano jadę po koleżankę, z którą rozpoczynam pracę o godzinie ósmej; po południu bardzo często odwiedzam rodziców z uwagi na ich stan zdrowia; do tego dochodzą obowiązki  w domu, częste wyjazdy służbowe itd. Po niespełna trzech miesiącach, w adwencie, wysłuchałam rekolekcji ks. Piotra Pawlukiewicza. Podpowiadał, w jaki sposób warto przygotować się na Bożego Narodzenia: podjąć takie zadanie, które będzie trudne do wykonania, związane ze szczególnym wysiłkiem. Wtedy wróciły do mnie słowa o. Antonello i postanowiłam przez okres adwentu uczestniczyć w Mszy Świętej o godzinie siódmej. To wymagało wstawania o pół godziny wcześniej, czyli o piątej trzydzieści, aby mieć czas na Namiot Spotkania, któremu byłam wierna od roku. Obawiałam się, że będzie ciężko…  

Byłam jednak mile zaskoczona – z pomocą Matki Bożej szybko przeorganizowałam swój poranek. Okazało się, że blisko domu koleżanki znajduje się kościół, Msza Święta trwa około trzydziestu minut i do pracy dojeżdżam punktualnie. Modliłam się o skupienie podczas Eucharystii i wytrwałość. Na początku byłam nieco onieśmielona, czułam się tam „nowa”, ale dzięki przekazywanemu znakowi pokoju poczułam się częścią tej wspólnoty. Po Świętach Bożego Narodzenia postanowiłam kontynuować udział w porannych Mszach Świętych najczęściej jak to będzie możliwe. Okazało się, że niemal codziennie było to możliwe! I tak jest nadal. Dbam o to, aby wyspowiadać się przed każdym pierwszym piątkiem i pierwszą sobotą miesiąca.

Bardzo polubiłam poranne Eucharystie, doceniłam ich wpływ na życie moje i mojej rodziny. Lubię ich kameralny charakter, ciszę, spokój, a przede wszystkim możliwość przyjmowania Ciała Pańskiego,  zawierzania wszystkich spraw Matce Bożej, a za Jej wstawiennictwem Bogu. To daje mi pokój i poczucie bezpieczeństwa. Zmagając się z codziennymi problemami w domu i pracy, zwracam się o pomoc do Jezusa, przez Jego Matkę. Im trudniejszy mam problem, tym chętniej go powierzam. Modlę się słowami: „Jezu, Ty się tym zajmij”, i tym wyraźniej doświadczam Jego pomocy. 

Po upływie półtora roku od zawierzenia siebie i mojej rodziną Maryi widzę, jak bardzo poprawiły się nasze wzajemne relacje z mężem i synami. Dostrzegam pogłębienie mojej więzi z Matką Bożą. Ona nigdy nie miała wątpliwości, czy przyjąć zadanie wyznaczone przez Pana, nie zadawała pytań, była pełna ufności i wiary w  Boży plan.  Wierzę, że to dzięki Jej pomocy z  coraz większą czcią i miłością przyjmuję Ciało Chrystusa.    

Msza Święta zmienia życie

Przygotowując się do Świąt Bożego Narodzenia w 2017 roku prosiłam Maryję o pomoc w docenieniu miłości, jaką otacza mnie Bóg, pokochanie Boga Ojca i nazywania Go „moim Tatą”. Z tą intencją często uczestniczyłam w Mszach Świętych. Jako prezent świąteczny dostałam książkę „Największy Skarb, czyli codzienna Ofiara Mszy Świętej”, autorstwa ks. Ludwika Józefa Chiavariano. Lektura ta była dla mnie objawieniem, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ogromnym darem jest każda Msza Świętą, ile łask przygotowuje za każdym razem dla mnie Bóg Ojciec. Nowością było stwierdzenie, że Pan Jezus podczas Eucharystii uwielbia i czci z nami i za nas Boga Ojca, że spłaca i zadość Mu czyni za nasze grzechy. Uzmysłowiłam sobie wielką rolę kapłana, przez którego ręce Jezus ofiarowuje się jako Ofiara dziękczynna za mnie Ojcu. A więc Pan Jezus modli się podczas każdej Mszy Świętej za mnie i udziela mi szczególnych łask… Umocniły mnie słowa św. Augustyna: „Kto pobożnie słucha Mszy Świętej, otrzyma przebaczenie wszystkich grzechów śmiertelnych do tej chwili popełnionych i nie będzie popełniać ich więcej. Przede wszystkim Msza Święta gładzi grzechy powszednie”.

Książka opowiada też o tym, że Msza Święta przynosi człowiekowi szczęście, poprawę sytuacji życiowej, także finansowej. I rzeczywiście: nie dość, że bardzo polepszyły się relacje w naszej rodzinne, to znacznie wzrosło wynagrodzenie mojego męża. Przez wiele lat zarabiał mniej ode mnie, od ponad roku zarabia więcej, co mnie bardzo cieszy z uwagi na jego wyższą samoocenę, lepsze samopoczucie itd. I jeszcze coś: jesteśmy małżeństwem od ponad dwudziestu lat, a przed Świętami mąż wykazał się niespotykaną dotąd hojnością. Poprosiłam, aby pomógł mi wybrać kurtkę albo płaszcz zimowy. Nie dosyć, że poszedł ze mną za zakupy, doradził mi, to jeszcze namówił, żebym zdecydowała się na kurtkę i płaszcz, i za wszystko zapłacił! Byłam bardzo zaskoczona i ogromnie się ucieszyłam. Lecz dość szybko pojawiły się wyrzuty sumienia: to jednak przesada, moi znajomi mają problemy finansowe, a ja pozwalam sobie na zbytki. Szybko jednak minęły, gdy przeczytałam o tym, w jaki sposób Pan odwdzięcza się człowiekowi za codzienny udział w Mszy Świętej – Pan błogosławiąc naszym działaniom poprawia nasze finanse. Czułam z sercu wielką radość i wdzięczność za tę pomoc oraz  ogromną miłość, którą obdarza mnie Bóg, mój czuły Tata.

Wspomniana książka uzmysłowiła mi także, jak wielką rolę odgrywa Eucharystia ofiarowana w intencji  osób żyjących lub zmarłych. Dlatego zamówiłam Msze Święte Wieczyste za męża, synów, rodziców i niedawno zmarłego kolegę. Zamierzam w ten sam sposób pomagać pozostałym członkom rodziny i znajomym.

Izabela

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.