Moim powołaniem jest uwielbienie

przez | 26 maja, 2021

Na początku seminarium Odnowy w Duchu Świętym poproszono, abym zastanowiła się, po co tu jestem i czego oczekuję. Później usłyszałam słowa, które były dla mnie jak objawienie: „Skoro tu jesteś i szukasz Boga, to znaczy, że to miejsce jest dla ciebie. Nie dlatego, że uzyskasz odpowiedź na wszystkie pytania albo znikną twoje problemy, ale dlatego, że nie mogłabyś pytać o Boga, gdyby On cię wcześniej nie dotknął. Wybrał cię, bo cię kocha bezwarunkowo. Jest z tobą dziś, ale był także tydzień temu i będzie zawsze”…

Spacer z Bogiem w raju

Seminarium rozbudziło we mnie miłość do Boga, pragnienie poznawania Go i dostrzegania w życiu codziennym. Tu nauczyłam się codziennego Namiotu Spotkania, czyli osobistego spotkania z Panem przez Słowo. Święty Ambroży powiedział, że ilekroć człowiek szczerze sięga po Słowo Boże, tylekroć przechadza się z Bogiem w raju. I tego doświadczyłam, chociaż nie zawsze to było łatwe. Czasem przychodziły trudne chwile, czasami nie rozumiałam nic i zmuszałam się, żeby wysiedzieć te pół godziny, ale teraz widzę piękne owoce trudu trwania przed Bogiem.

Podczas seminarium uczyłam się miłości do bliźniego, dzielenia się swoim życiem i słuchania innych. Bóg odkrywał różne zdarzenia z przeszłości, prowadził przez wiele zranień i uzdrawiał (odrzucenie przez mamę, alkoholizm taty, niskie poczucie własnej wartości, lęk przed ludźmi, nieumiejętność nawiązywania relacji). Widzę, że Pan bardzo mocno zmienił moje życie. Do niedawna nie mogłam wytrzymać z moją mamą jednej godziny, byłyśmy dla siebie zupełnie obce, nie umiałyśmy ze sobą rozmawiać. Teraz mama przyjeżdża do mnie i jesteśmy z sobą przez cały tydzień. Bóg prowadził dalej – nie tylko w tej relacji. Pomógł mi nabrać dystansu do pewnych trudnych wydarzeń z przeszłości, usunął nienawiść do wielu osób, które bardzo mnie zraniły i którym nie mogłam przebaczyć. Bóg przyszedł z darem przebaczenia. Uzdrowił mnie na tyle, że mogę swobodnie przebywać z tymi osobami i nie odpowiadać zranieniem za zranienie. Jezus wciąż mnie zmienia. Kiedyś – cicha, bojąca się ludzi, uciekająca od jakichkolwiek relacji i kontaktów personalnych. Dziś – pełna życia, zachwytu i miłości do ludzi, ale tylko dzięki Bogu. Kroczek po kroczku pokonujemy razem to, co było dla mnie samej nie do przejścia, lecz dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Pan Bóg wręcz dał mi nowe życie. Dlaczego? Dlatego że bardzo mnie kocha. Wyrył mnie na Swoich dłoniach, nie zapomniał o mnie. Wielokrotnie mi o tym przypominał.

Morze łask

Bóg hojnie mnie obdarował i pomógł odkryć moje powołanie. Podczas modlitwy o wylanie Ducha Świętego kapłan podał mi Pismo Święte i polecił, abym je otworzyła, bo tam będzie Słowo dla mnie od Pana. Otwarłam Biblię dwukrotnie, na końcówce Listu do Rzymian i na początku Listu do Koryntian. Ojciec pomodlił się i powiedział: „Angeliko, Bóg przeznaczył Ci doksologię – końcówkę listu do Rzymian”. Nie do końca się z tym zgodziłam. Myślałam, że skierowany był do mnie początek Listu do Koryntian, gdyż rozumiałam go i wpisywał się w moje oczekiwania, natomiast z Listu do Rzymian nie rozumiałam nic. Ale skoro ojciec powiedział, że to ma być doksologia, żebym się często nią modliła, a Bóg na pewno da mi zrozumienie, to tak robiłam.

I rzeczywiście, tak się stało. Zrozumiałam to Słowo po dwóch latach, pisząc pracę licencjacką. Szukałam w słowniku rodzajów modlitwy i znalazłam: doksologia, czyli uwielbienie. Szczerze się wtedy zaśmiałam z samej siebie. Przez dwa lata nie przyszło mi do głowy, aby sprawdzić, co oznacza słowo „doksologia”. Uznałam, że nagłówek nie jest ważny, liczy się treść. Okazało się jednak, że był ważny. Gdy popatrzyłam na moje życie, uświadomiłam sobie, że od czasu seminarium uwielbiam Boga, robię to w radościach i trudach. Uwielbiam Go słowem, śpiewem, modlitwą flagami i działaniem. A więc moim powołaniem jest uwielbianie Boga.

Pan Bóg pięknie mnie obdarował podczas tamtej modlitwy, choć nic o tym nie wiedziałam, zewnętrznie nie było nic widać. Ktoś obok mnie zaczął modlić się w językach, ktoś prorokować, a jeszcze ktoś inny mówił, że czuje wielką siłę, dzięki której może iść, żeby ewangelizować, nawet całe miasto… Pomyślałam: „Cóż, Panie Boże, najwyraźniej to nie jest mój czas”. Ale to był mój czas! I tak przekonałam się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. To, że czegoś nie rozumiem, nic nie czuję, nie widzę znaków czy cudów, wcale nie oznacza, że ich nie ma. Bóg jest, kocha, działa i wylewa morze łask, a mnie pozostaje jedynie zaufać i trwać przy Nim.

Angelika

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.