Pan odmienił moje życie

przez | 26 maja, 2021

Pragnę zaświadczyć o miłości Pana Boga, mimo że od wielu lat w moim życiu jest cierpienie, i wydawać by się komuś mogło, że nie opłaciło mi się moje nawrócenie…

Uratował mnie różaniec

To było w 2002 r. Koszmar alkoholizmu męża, moja kompletna bezradność, a w sercu nieustające pragnienie ratowania małżeństwa, rodziny i ochrony dzieci. Potem przyszła depresja i konieczne były leki. Lekarz, przepisując je, zapytał: „Czy nie ma pani myśli samobójczych?”. Odpowiedziałam: „Mam dzieci, panie doktorze, dlatego nie powinnam mieć takich myśli”. Tak naprawdę, zawsze miałam skłonności do ucieczki przed trudnościami, czułam, że najlepszym wyjściem byłoby skończyć z tym wszystkim…

Zażyłam wieczorem pierwszą tabletkę, a o drugiej godzinie w nocy przebudziłam się, a raczej zerwałam się z łóżka – jakaś niesamowita siła ciągnęła mnie na poddasze domu, aby się tam powiesić. To było tak straszne, że cała drżałam. Wtedy mój wzrok padł na śpiącą córeczkę i jedyne co mi przyszło do głowy, to chwycić różaniec. Nie potrafiłam się modlić, trzymałam go tylko bardzo mocno, tak że paciorki wbijały mi się w dłonie.

Usiadłam w fotelu i ciągle drżąc patrzyłam na moje dziecko. Dotrwałam tak do rana. Czekała mnie rozmowa z mężem. Powiedziałam, że jeżeli nie przestanie pić, to nie poradzę sobie z sytuacją w rodzinie, jestem na skraju wyczerpania psychicznego. Mąż mnie wyśmiał, stwierdził: „Jesteś histeryczką i powinnaś się leczyć”.

Żywy Bóg

Wtedy zrozumiałam, że patrząc po ludzku, nie ma już dla mnie nadziei, i poszłam do kościoła, żeby się wypłakać. Modliłam się w rozpaczy i patrzyłam na obraz „Jezu ufam Tobie”. Nagle poczułam, że jakaś błogość mnie ogarnia, że postać Jezusa z obrazu jest żywa. Doświadczyłam Jego przytulenia i ogarnięcia niewypowiedzianą miłością. Tego przeżycia nie potrafię dokładniej opisać. Zrozumiałam, że Maryja ochroniła mnie przed siłą Złego, bo włożyła w moje dłonie różaniec, a potem zaprowadziła do swojego Syna.

Wracałam do domu jak na skrzydłach. Od tej pory zaczęła się moja droga nawrócenia.

Spotkanie z żywym Panem Jezusem nie zdjęło ze mnie krzyża, ale wzbudziło nieustanne pragnienie poznawania Go. Pozwoliło mądrze przejść przez koszmar alkoholizmu Męża, dochować wierności małżeńskiej, wychować dzieci, a teraz trwać w modlitwie, bo nadal nie jest łatwo.

Konsekwencje zaburzonej sytuacji rodzinnej istnieją do tej pory, ale w moim sercu pozostała miłość Pana. Ufam, że modlitwy, które zanoszę, mają sens, i jeżeli tu, na ziemi, moja okaleczona rodzina nie otworzy się na miłość Boga, to w przyszłym życiu doświadczy Jego Miłosierdzia.

Matka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.