„Pójdź za Mną!”

przez | 26 maja, 2021

„Pójdź za Mną!”

Parę miesięcy temu moje życie było zupełnie inne niż to jakie jest w tym momencie. Oddaliłam się od Boga, bo nie widziałam i nie czułam Go w swojej codzienności. W ogóle nie zdawałam sobie sprawy, że można mieć z Nim jakąkolwiek relację, że można codziennie czytać Słowo Boże, że Eucharystia to spotkanie, na które Jezus zaprasza nas każdego dnia. Myślałam, że On sobie jest gdzieś w Niebie, dał nam Dekalog i Pismo Święte, i na tym kończy się Jego działanie.

Moje życie się ”psuło”, nawarstwiały się trudności, ja sobie z tym w ogóle nie radziłam. Czułam się samotna, choć teraz, z perspektywy czasu widzę, że wtedy właśnie Jezus był najbliżej mnie. Tylko, że ja nawet o Nim nie myślałam.

  On wzywa po imieniu…

W momencie, w którym byłam już mocno wykończona i bezsilna, zanurzona w depresji i smutku, Pan konkretnie do mnie zapukał – przez drugiego człowieka. Z początku nawet nie przeszło mi przez myśl Jego Imię, a tym bardziej, że to Jego dzieło. Po długiej rozmowie z bliźnim – niby z ciekawości – temat zsuwał się na Niego. Wiem, że to było skryte pragnienie mego serca – JEZUS. Wróciłam do domu, weszłam do pokoju. Byłam totalnie zagubiona i rozbita. Ale jedna myśl w tym chaosie do mnie wracała – Barka. Postanowiłam, że ją posłucham. Pieśń się zaczęła. Od pierwszego jej słowa miałam łzy w oczach. Z każdym kolejnym płakałam coraz bardziej. Ja nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje. Łzy spływały po policzkach coraz mocniej. Nie potrafiłam się uspokoić. Już wtedy Jezus mnie powoływał. Powoływał mnie do relacji z Nim. ,,Pan kiedyś stanął nad brzegiem, szukał ludzi gotowych pójść za Nim” – pierwsze słowa Barki. Jezus chciał właśnie mnie i choć ja wtedy kompletnie nie rozumiałam tych słów, zaczęłam mieć w sobie pragnienie Boga. Ja nie byłam gotowa, żeby iść za Jezusem. Ale kiedy Pan powołuje, to również wyposaża.

  On walczył o mnie, nawet wtedy, gdy ja przestałam walczyć…

Zaczęłam szukać Boga, trochę Mu opowiadać o sobie, najczęściej po prostu o tym, że już nie daję rady. Trudności nie mijały, miałam poczucie, że wręcz przeciwnie – narastają. Pewnego dnia usiadłam załamana na łóżku. Cała we łzach, bez żadnej nadziei. Powiedziałam Mu, że ja już więcej tego nie uniosę, powiedziałam, że ja się poddaję. Nie umiałam funkcjonować w świecie, nie radziłam sobie z samą sobą.

I wtedy Bóg znowu się upominał. I walczył o mnie. Dostałam fragment, który mówi o tym, jak Jezus chodzi po wodzie. I zrozumiałam, że jedyny sposób, żeby się utrzymać to wpatrywać się w Jezusa. I zaufać. Nie spuszczać z Niego oczu, bo wtedy pochłoną mnie fale. I tak jak Piotr zacznę tonąć.

Zaczął mnie powoływać do głębszej relacji ze sobą – do codziennego czytania Słowa Bożego, do tego abym każdego dnia spotykała się z Nim na osobistej modlitwie przez codzienne czytanie Słowa Bożego. Z czasem pojawiło się u mnie pragnienie częstszej Eucharystii oraz Adoracji. Ostatnio zaczęłam odkrywać również głębszą relację z Matką Bożą, której wcześniej nie doceniałam. Zaczęłam zauważać Jej obecność szczególnie od czasu kiedy codziennie oddaję się Jej odmawiając dziesiątkę różańca. Bóg powołał mnie także do uwielbienia.

  „Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego”

Zaczęła wracać do mnie myśl o uwielbieniach. Bałam się. Bardzo się bałam. Ale Jezus nie pozwalał mi stanąć w miejscu lecz cały czas otwierał mi drzwi i powoływał. I nieustannie robi to nadal, każdego dnia. Przyszłam na swoje pierwsze uwielbienie. I w pewnym momencie osoba, która je prowadziła powiedziała, że płyniemy po naszym życiu łodzią, a ster powinniśmy oddać Bogu. Wiem, że to On mnie tam przyprowadził. I ciągle powoływał, aby Jemu się oddać i aby za Nim iść. Mimo wszystko. Mimo burz.

      Jezus woła do Ciebie!

Zaczęłam wpuszczać Boga w swoje życie, dzień po dniu, przez modlitwę,  stopniowo budujemy wspólną relację. Ja zaczęłam rozumieć kim On jest i przede wszystkim – że jest. I był zawsze i zawsze będzie w moim życiu. Jezus powołuje mnie każdego dnia. Codziennie mówi „Pójdź za Mną!”. I ja często nie wiem, gdzie iść i w jaki sposób. Uczę się ufać Bogu i oddać Mu stery swego życia. Bo On mnie powołuje, powołuje każdego z nas, powołuje do relacji i do życia z Nim. Powołuje i pragnie być fundamentem naszego życia. Powołuje do miłości. Powołuje grzeszników.

Widzę, że Jezus nie pozwala mi się chować, a ja mam do tego tendencję. On powołuje mnie, żebym była wśród ludzi, żebym żyła dla Jego chwały. Powołuje, aby spełniać marzenia, wspólne marzenia. Bo powołanie to Boże marzenie o każdym z nas.

Karolina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.