Tu Niebo łączy się z ziemią

przez | 26 maja, 2021

Dzwoni budzik. Z trudem otwieram oczy, ale zaraz uświadamiam sobie, że to nowy dzień, darowany mi przez Pana. Zmęczenie gdzieś znika, a serce napełnia radość i nadzieja na nowe spotkanie, nowe łaski, które On tak hojnie przygotowuje dla każdego z nas. Zachwyca mnie myśl o tym, jak bardzo Bóg mnie umiłował i jak zależy Mu na mojej odpowiedzi na tę Miłość!

„Do zobaczenia na Eucharystii!”

Chcę ten kolejny dzień przeżyć z Nim i dla Niego. Czuję, że moje serce przepełniają  wielka wdzięczność i tęsknota za Panem Jezusem. Chociaż na zewnątrz jest szaro i zimno, biegnę na spotkanie, by wyrazić moje dziękczynienie: na Eucharystię. To tutaj mogę najpełniej spotkać się z Miłością, z samym Bogiem. Mijam ludzi, cicho w sercu ich błogosławiąc. Kiedyś byli mi całkiem obojętni, ale właśnie na Mszy Świętej odkryłam, że są częścią tego samego co ja  Mistycznego Ciała Chrystusa- Kościoła, że są dziećmi tego samego Boga, który tak bardzo tęskni za każdym z nas. To tu poznałam pragnienie Jezusa, abyśmy byli jedno, i zobaczyłam, że jestem też odpowiedzialna za innych. Kiedy na Eucharystii wypowiadam słowa: „Proszę was, bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana, Boga naszego…”, to nie tylko proszę innych o modlitwę , ale jestem o to samo proszona przez osoby stojące obok mnie.

Dawniej nie było to dla mnie takie oczywiste, skupiałam się wyłącznie na sobie i na tym, czego ja potrzebuję. Uświadomiłam sobie też, że w czasie Mszy Świętej niejako spotykam się ze wszystkimi chrześcijanami modlącymi się na całym świecie, że jest to miejsce, w którym Bóg nas w cudowny sposób jednoczy. Zrozumiałam znaczenie słów: „Do zobaczenia na Eucharystii!”, wypowiedzianych kiedyś przy rozstaniu przez osobę żyjącą na innym kontynencie. Radosnym odkryciem było też dla mnie uświadomienie sobie obecności przy ołtarzu w czasie ofiary Mszy Świętej całego Nieba uwielbionego, razem z Maryją, Aniołami i Świętymi oraz tego, że mogę wraz z nimi głosić Chwałę Boga, wołając: „Święty, Święty, Święty…”. To przedsmak uczty niebiańskiej… Tu Niebo łączy się z ziemią…

Hojnie i z radością

Dawniej nudziłam się na Eucharystii. Nie rozumiałam, że to jest nie tylko pamiątka z życia Pana Jezusa, ale żywe wydarzenie, do którego to właśnie ja jestem zaproszona, wezwana. Przez lata powoli odkrywałam, i nadal odkrywam, bogactwo oraz głębię tego spotkania. Bóg z groźnego Sędziego stał się dla mnie najpierw Panem, a potem Oblubieńcem, który zaprasza mnie do szczególnej relacji: najpiękniejszej Miłości. Zaczęłam przyjmować Słowo Boże czytane na Mszy Świętej jako Jego Słowo do mnie i o mnie, jako Jego list. Uświadomiłam sobie, że słuchając Słów Ewangelii, uczestniczę w opisywanych wydarzeniach, że one wydarzają się właśnie w tym momencie, że to ja staję pod Krzyżem Pana jako oprawca…

Bóg obudził we mnie głód Jego Słowa. Zaczęłam codziennie czytać Biblię i modlić się – rozmawiając z Nim. Uwierzyłam w to, że Jezus jest żywo obecny podczas Mszy Świętej w osobie kapłana, w Słowie Bożym, w konsekrowanym Chlebie i Winie.

Ważne było dla mnie odkrycie, że ja też mam uczestniczyć w Ofierze Eucharystycznej, a nie być jej biernym uczestnikiem, widzem. Zrodziło się we mnie pytanie: jaki dar ja składam wraz z kapłanem na ołtarzu, aby ofiarował go Bogu? Ciągle jest dla mnie trudem pamiętanie o tym, by mój Anioł Stróż nie szedł do ołtarza smutny, z pustymi rękoma, ale  by niósł radośnie to, co w sercu hojnie pragnę ofiarować Bogu.

Pewnego dnia zaczęłam uczestniczyć w Mszy Świętej, pełniąc posługę lektora. Stało się to wbrew mojej naturze – dla Pana pokonałam swoją wielką nieśmiałość. Poprzez tę służbę Bóg przygotowywał mnie do innych zadań w Kościele, przełamywał wycofanie i niepewność, uczył pokory, przemieniał.

Pokora Boga

Częsta Eucharystia stała się dla mnie umocnieniem do codziennego wychodzenia z grzechu. Zobaczyłam wiele moich grzechów i ujrzałam je w nowy sposób – już nie jako przekroczenie prawa i nakazów, ale konkretną ranę zadawaną sercu Boga. Uświadomiłam sobie, jak bardzo potrzebuję Boga, Jego ofiary Zbawienia, i jak sama jestem krucha, bezradna , gdy chcę opierać się tylko na własnych siłach. Zachwyca mnie wielka Miłość Boga, Miłosierdzie i Jego cierpliwość do mnie! Jest moją największą radością przyjmować Ciało Pana Jezusa i jednoczyć się z Nim w Komunii Świętej. Zadziwia mnie pokora Boga i Jego zaufanie, z jakim bezbronnie powierza się w człowiekowi, czyniąc z niego swoje tabernakulum…

Msza Święta jest dzisiaj dla mnie miejscem przebaczenia, ale i posłania do innych. Słowo „Idźcie…”, wypowiadane przez kapłana na zakończenie Eucharystii, nabrało nowego znaczenia. Zobaczyłam zadanie, jakie stawia przede mną Bóg: przyprowadzenia innych do Niego, niesienia innym Dobrej Nowiny o Zbawieniu. Pamiętając o tym, zaczęłam serdeczniej traktować ludzi, okazywać im życzliwość, dzielić się z nimi dobrym słowem, uśmiechem… Po jakimś czasie zauważyłam, że te osoby teraz same dzielą się dobrem i niosą je dalej.

Dzięki Eucharystii pokochałam kapłanów. Doceniłam to, jak wielkim darem podzielił się z nimi Bóg, dając im władzę sprowadzania Zbawiciela na ołtarze i czyniąc szafarzami sakramentów. O, jak wielkim bogactwem jest dla nas obecność kapłanów i możliwość korzystania z ich posługi! I zobaczyłam również to, jak bardzo trzeba się za nich modlić. Gdy byłam dzieckiem, z zazdrością patrzyłam na księży jako tych, którzy już mają zapewnione miejsce w Niebie, tak „z urzędu”. Dzisiaj widzę, że oni stoją na pierwszej linii frontu walki duchowej i bardzo potrzebują naszej modlitwy. Dlatego noszę kapłanów w sercu i dziękuję Bogu za każde powołanie.

Eucharystia zmieniła się dla mnie z nudnej ceremonii w prawdziwą kopalnię Bożej Miłości i miejsce mojej przemiany… Dziękuję Bogu za ten największy dar Jego obecności i spotkania! Czuję, że stoję dopiero na progu tej kopalni. Wszystko jeszcze przede mną…

Ola

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.