„Idź z tym, co masz!”

przez | 25 maja, 2021

Sprzeciw!

W tym roku jechałam na rekolekcje na Górę Św. Anny z ciężkim sercem. Dwa tygodnie przed ich rozpoczęciem Małgosia poprosiła mnie o pomoc w koordynacji opieki nad dziećmi w wieku przedszkolnym. Całą sobą czułam wielki sprzeciw, gdyż od urodzenia Leona czułam się ciągle bardzo zmęczona i „przebodźcowana”: miałam dość dzieci (mam czwórkę), gwaru, ciągłych pytań, marzyłam o spokojnym czasie. Chciałam oddać Leona w ręce Rafała (męża) i wreszcie spokojnie posłuchać konferencji nieznanego mi dotąd, a szeroko reklamowanego ks. Michała Olszewskiego, sercanina. Cieszę się z możliwości oddania dzieci na zajęcia na czas nauczań rekolekcyjnych, uważam to za dobry pomysł. Teraz trzeba było „odrobić w polu”, wysilić się, żeby inni rodzice też mogli skorzystać z rekolekcji. Walczyłam z sobą, ogarniały mnie na przemian złość i frustracja. Żałowałam, że znowu stracę całe rekolekcje, znowu przez dzieci. Tak więc nie spieszno mi było tam się pojawić.

Służba nie drużba…

Zaczęło się od poniedziałku – było kilka spraw do ogarnięcia, nie wiedziałam, czy damy sobie z nimi radę, ale powierzałam to wszystko Panu. Mówiłam Mu, że mam wszystkiego dość, nie wiem, po co jadę na Górę Św. Anny, że jest tyle załatwień… I On sam to wszystko rozwiązywał, krok po kroku! Na przykład ktoś mi powiedział, że idzie tam, gdzie właśnie tego potrzebowałam, i załatwił mi to, co miałam do zrobienia. I tak od rana lista „sama” się wykreślała…

Pan z Tobą, dzielny wojowniku”

Po rozpoczęciu rekolekcji wszystko było tak, jak przypuszczałam: moje najmłodsze dzieci nie chciały być na Mszy, chcąc być z mamą albo spać. Dla nich to logiczne – Msza zaczyna się o godz. 20 i krótka raczej nie jest. Pomyślałam: siedzę tu jak kołek, po co w ogóle jeździć z takimi dziećmi na rekolekcje, przecież nic a nic nie skorzystam. Pieniądze, siły i czas na marne… Poranne czytania z wtorku „zmiotły mnie”. Mówiły o Gedeonie (Sdz 6,11-24a), który z obawy przed Madianitami młócił niedojrzałe jeszcze zboże na klepisku. Nagle przychodzi Anioł i mówi: „Pan z Tobą, dzielny wojowniku. Idź z tym, co masz, i z taką siłą, jaką masz, i wybaw Izraela z ręki Madianitów, a Pan ci pomoże!”. Wiedziałam, że te słowa są do mnie, na tu i na teraz! Uczepiłam się ich! Młócić młode zboże – to dzieci, mówienie im o świętych (temat tych rekolekcji), rozmawianie z nimi o Bogu, bez lęku. Klepisko – pustka tu i teraz, wyczerpane siły fizyczne i psychiczne. Słowa „I idź z tym, co masz” (czyli nic nie mając poza zmęczeniem i frustracją), „jesteś dzielnym wojownikiem” – to dla mnie zapewnienie: dasz radę, Pan ci pomoże!

Rzeczywiście, Pan pomnożył moje siły witalne, a przede wszystkim dał Anię, która bardzo ładnie poprowadziła cały program. Dał mi też radość z patrzenia na buzie dzieci (zawsze to lubiłam, odkąd pamiętam przepadałam za dziećmi), chwile, gdy się tuliły, i radość z tego, że można było je czegoś nauczyć. Naprawdę było dobrze.

Obfitość Bożego działania była również w tym, że rodzice ofiarnie wpisywali się na listę do opieki, tak że nigdy nie brakowało pomocy. Pan Bóg o wszystko się zatroszczył, wystarczyło oddać Mu swoje ręce i samą siebie.

Dziś, choć bardziej jestem zmęczona, bo nie zdołałam jeszcze odespać nocy po budzeniach Leonka, dziękuję Panu za wsparcie. Nie odczuwam straty, a nawet cieszę się z takiego biegu zdarzeń. Liczę, że skoro konferencje były nagrywane, to będę mogła ich wkrótce wysłuchać. Ufam też, że mój mąż skorzystał z tych rekolekcji .

Za to wszystko dziękuję Ci, Panie.

Klaudia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.